czwartek, 28 września 2017

to już czas

Nie staniesz się w czymś dobra nie robiąc tego. Kiedyś, pisanie było dla mnie ucieczką od rzeczywistości, czymś, w co mogłam się schować i być całkowicie sobą, ale wręcz przeciwnie – być czymś zupełnie odwrotnym do siebie. Anty-sobą. Albo kimkolwiek bym chciała. Gdzieś to jednak zgubiłam. Gdzieś w międzyczasie zapomniałam o tym, co kochałam, co robiłam codziennie, nad czym potrafiłam przesiedzieć całą noc, pisać, pisać, napisać 10 stron, a później wszystko wyrzucić, bo nie spełniło moich oczekiwań. Po czym zacząć od nowa i przesiedzieć kolejną noc pisząc. W końcu coś z tego wychodziło, w końcu robiłam coś, co mi się podobało na tyle, żeby to zostawić, żeby komuś pokazać, żeby się tego nie wstydzić. Gdzieś w międzyczasie to straciłam, straciłam tę pasję, tę nadzieję, że kiedyś wydam książkę, tomik poezji, zbiór opowiadań. Straciłam to i nawet nie zauważyłam. Ale czas to odzyskać, pora wrócić do tego, co kocham. Inaczej nigdy się nie dowiem czy to ma jakąkolwiek przyszłość. Wracam do pisania. 

poniedziałek, 25 września 2017

kiedykolwiek

Minęło tyle lat. Tyle czasu, kilometrów, słów, westchnięć, łez i myśli. Piszę to w innym domu, innym stanie umysłu, w innym kraju. Ja też jestem inna. Każdy jest inny, wszyscy jesteśmy inni. Za oknem migocą światła. Migają podwójnie, odbite od spokojnej wody oceanu. Wiem, że jestem inna, ale czasami wracam do dawnej siebie, do starych łez, starych przyzwyczajeń, wspomnień, radości, miłości, smutków, muzyki, wierszy, słów. Jesień mnie restartuje. Na jesień zaczynam odżywać, zaczynam nabierac świezości i trzeźwości, które przez cały rok kryją się gdzieś hen pod poduszką, pod łóżkiem, w lesie, pod kamieniami. Nie widzę ich cały rok, a na jesień wychodzą. I terroryzują mnie. Jeżeli to czytasz, to nie spowiedziam się, że cokolwiek z tego zrozumiesz. Nie spodziewam się, że sama coś z tego kiedyś w końcu pojmę. Spodziewam się jednak, że nigdy się to nie zmieni. Zawsze już będę rozstrojona, roztrzęsiona, niepewna, połowiczna, zawsze na krawędzi, na brzegu. Olafur Arnalds i Sigur Ros zawsze już będą wprowadzać mnie w ten stan, stan, z którego nie chcę wychodzić. Melancholia, która trwa. I Stachura przed nosem. Bo serca są gorące, nawet kiedy stopy są zimne.

wtorek, 30 grudnia 2014

jak gdyby nigdy nic

Wróciłam. Mineły 3 lata od mojego ostatniego posta tutaj. Nie wiem czy kogoś to obchodzi, ale wróciłam i chcę tu zostać.

Kocham pisać. Kocham słowa. Są łatwiejsze niż myśli, nie uciekają tam szybko, nie znikają z każdym oddechem. Chcę tu zostać.

środa, 30 listopada 2011

żyję.

Znów zaczęłam pisać. Dopiero teraz widzę jak mi tego brakowało. Wszystko powoli wraca do normy, jesień jest piękna, do zimy jeszcze daleko. Na nowo odkrywam ludzi, którzy mnie otaczają, widzę rzeczy i fakty, o których już zapomniałam, albo od zawsze ignorowałam. No i piszę. Może ten kolejny rok nie będzie jednak taki zły.